Cześć cześć i jeszcze raz cześć.

Lubie poniedziałki. I fajne jest to, żeby wiedzieć za co się je lubi. Lubić tak po prostu za nic to całkowicie bez sensu, bo jednak coś sprawia, że czujemy tą wewnętrzną radość. Moje życie ostatnio nabrało takiego rozpędu, choć nie pracuje codziennie, właściwie siedzę w domu 4 dni w tygodniu, robię prawo jazdy już drugi miesiąc. Niby nuda ale robiąc, wybierając ŚWIADOMIE, to co lubię czuje się 100 razy lepiej niż dotychczas. Zauważyłem, że nuda źle wpływa na poziom naszej energii, że każde działanie zaplanowanego dnia daje nam więcej energii, a przecież powinniśmy ją tracić, co nie ?

Dzisiaj musiałem wstać już o 5 rano. Powoli zaczynam się do tego przyzwyczajać bo grafik dnia powoli robi się zbyt napięty by spać do 10, 11. Postanowiłem odwiedzać znajomych, babcie i dziadka w wolnych chwilach, a nie siedzieć w domu i poświęcać czas na sen. Wstając zauważyłem, że zamulony jestem tylko przez 10 minut. Co to jest 10 minut w porównaniu do całego dnia? 

Tak się złożyło, że musiałem jechać dzisiaj autobusem w miejsce docelowe, gdzie miałem jazdę ciężarówką. Na przystanek mam jakieś 12 minut drogi. Plus minus, bo czasami idzie się wolniej , czasami szybciej. Droga też nie jest jakaś za ciekawa i dużo zależy od tego czy jest mokro czy sucho. Zawsze ale to zawsze wychodzę szybciej. Mam syndrom nie spóźniania się na nic, co sobie zaplanuje, chyba, że coś nie jest zależne ode mnie np. korki czy coś ale to wcześniej przewiduje i daję sobie margines czasu. Idąc na autobus wyszedłem aż 17 minut przed czasem. Poszedłem trochę wolniej niż zazwyczaj. W połowie drogi skapnąłem się, że do autobusu pozostało 10 minut. W sumie 10 to dużo. Jednak jak zegar przeskoczył na 8 minut, a ja jeszcze nie byłem u celu to nie wiem czemu ale zaczął we mnie odzywać się głos ” Spóźnisz się „. Jak było 10 minut wydawało mi się dużo czasu ale jak było 8 to wydało mi się to równoznaczne z liczbą 5 i nagle zrobiło się go bardzo mało w mojej głowie, a przecież minęło tylko 2 minuty. W ostateczności przyszedłem 5 minut za szybko na autobus, co dawało mi mentalny luz w głowie zamiast rozpierdolu czy czasem nie jedzie i to oglądanie w tył za siebie. Też tak masz?

Nasz mózg chyba lubi okrągłe liczby. Tak samo jak w sklepie cena 1.99 bardziej przypomina 1 zł niż 2. Nie dziwię się skąd ten chwyt, oszukują nasze mózgi jakby nie mogli zaokrąglić tej ceny. Chwyt marketingowy musi być ale wcale się nie dziwie. Byznes to byznes, tego mentalnie nie ogarniesz. Techniki manipulacji jest wiele, jedną z nich jest właśnie to. 

Będąc na jeździe na prawko dostałem nowe auto. Inna marka, wszystko inaczej. Ciężko uczyć się na kilku autach mając świadomość, że na egzaminie będzie i tak inne. Odpuściłem. Daje na luz i postanowiłem nie stresować się tym, na co nie mam wpływu. Presja czasu bo o niej mowa. Życie jest życie. Niby to, co masz zrobić jutro zrób teraz. Czasem jest to fizycznie nie możliwe, a patrząc na czas tylko siebie maltretujemy za nic właściwie. Bo co z czasem ?

Zegara nie zatrzymasz, chyba, że wyjmiesz baterie ale to i tak nic nie da, bo inni jej nie wyjmą. I nadal czas będzie szedł. Po za tym słońce i tak zajdzie nie zależnie od ciebie i od tego co zrobisz, jak zrobisz, kiedy zrobisz, po co zrobisz, dlaczego zrobisz. To i tak nastąpi. Większość z nas stresuje się tym, na co tak na prawdę nie ma wpływu. 

Korki… upragnione. Masz obliczony czas dojścia do pracy, jesteś w połowie i bum. Koreczek. Nie wyjechałeś szybciej, nie masz życia bo spóźnienie grozi wypadem z pracy. Brak zaplanowanego czasu, spanie do ostatniej minuty zamiast wstać wcześniej i na spokojnie dojechać do pracy nie martwiąc się o nic. Z presją czasu według mnie wiąże się przede wszystkim nasz poziom stresu. Im mamy mniej czasu tym bardziej jesteś źli, wkurwieni… Nawet mi nie podkreśliło wulgaryzmu, to jest technologia. Powracając. Czy ma sens stresować się czymś, na co nie masz wpływu ? 

Nie ma sensu bo co możesz z tym zrobić. Nie twoja wina, że tyle aut jeździ po ulicy co nie ? Nie twoja wina, że szef miał zły dzień i cię zwolnił ale twoja wina, że nie wyjechałeś wcześniej do pracy. Na to miałeś wpływ. Z drugiej strony na korki już nie więc trochę cię to usprawiedliwia. Do czego zmierzam. Dualizm ? Znasz to ?

Każdy przypadek ma swoje dwie strony.  Z jednej strony twoja wina, z drugiej nie. Problem w tym jeśli patrzymy tylko na jedną, zapominając o drugiej nie balansując po obu, nie idąc po środku. 

Presja czasu nas wykańcza. Najlepiej nie spać ale wtedy jak się zregenerować? No właśnie. 

Moich przemyśleń poniedziałkowych nastał koniec. Zapraszam Cię w środę do kącika moich ciekawostek z serii wiem, co wiem. Opowiem o czasie pracy kierowców ciężarówek. Dam link do prezentacji. Jeśli jesteś zainteresowany lub zainteresowana, wpadnij śmiało. A jeśli nie to zajrzyj do zakładki ” kiedy jaki wpis” i wybierz coś dla siebie i odwiedź mnie w konkretny dzień. 

Pozdrawiam. Dawid Góra.